Od marzenia do spełnienia, czyli po co zostać Globergianinem

Od marzenia do spełnienia, czyli po co zostać Globergianinem.

          Było letnie, słoneczne popołudnie. Miałam jakieś 5 lat i siedziałam z moją mamą na ukwieconym balkonie, wpatrując się w niebo. Lubiłam obserwować leniwie przepływające obłoki: rozpoznawałam w ich kształtach różne postacie i wymyślałam o nich historie.
–  Jak będę duża, zostanę księżniczką. Będę mieć swoją wyspę z błękitnym szklanym zamkiem, na której zawsze będzie świecić słońce, a ludzie będą zdrowi, zawsze dla siebie mili i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie – powiedziałam w natchnieniu i wtedy moja mama rozbawiona wybuchła śmiechem.
– Pomarzyć ludzka rzecz! Nie ma księżniczek kochanie, ani błękitnych, szklanych zamków. 
Oczywiście, że chciała dobrze. Oczywiście, że miała rację. Oczywiście, że w moim dziecięcym rozumku na długie lata pozostało tylko smutne przekonanie, że marzenia się nie spełniają, które poniosłam ze sobą w nastoletnie życie.
Przez kąśliwą uwagę mojej nauczycielki plastyki nie zostałam malarką, mimo że miałam talent.
Za sprawą słów egzaminatora w finale olimpiady z polskiego na długie lata porzuciłam pisanie.
Dzięki ostrym, lekceważącym słowom sąsiadki zrezygnowałam ze studiów prawniczych zanim w ogóle rozpoczął się proces rekrutacji.
Na szczęście jakaś buntownicza część mojej natury zawsze pchała mnie do przodu, szepcząc uparte: „a właśnie, że tak!”.
          A więc Ty też masz marzenie albo pasję. Być może od dziecka, a być może z upływem czasu zaczęła dochodzić do głosu Twoja prawdziwa natura. I słyszysz, że Cię woła. Czujesz ten płomyk, który się w Tobie tli i nie pozwala zasnąć wieczorami. Gdzieś w głębi serca wiesz, jaka jest Twoja droga i pragniesz w nią wyruszyć.
Z radością się tym dzielisz z bliskimi – rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Ale oni patrzą na Ciebie, jakbyś się urwał z choinki. Nie traktują Twoich słów poważnie. Niedowierzają. Żartują, a może wyśmiewają. Zamiast oczekiwanego wsparcia otrzymujesz kłody pod nogi, krytykę, czarne wizje, listę możliwych niepowodzeń, cały zestaw powodów, dla których nie powinieneś wyruszyć z bezpiecznego portu i słowa, które boleśnie trafiają prosto w serce i podcinają Ci skrzydła.
Nie rozumieją melodii Twojej duszy i wtedy to Ty zaczynasz rozumieć, że tam nie pasujesz.
          Ale masz w sobie wiarę i ten zew. Zbierasz rozsypane pióra i wyruszasz w samotny rejs. Oswajasz się z byciem sobie sterem, żeglarzem, okrętem. W Twoim morzu napotykasz wiele pułapek, ale uczysz się coraz sprawniej nawigować pomiędzy rafami, omijać mielizny, wracać na właściwy kurs. Obrastasz w siłę, pewność siebie i odwagę. Z każdym niepowodzeniem stajesz się coraz bardziej nie do pokonania. Już wiesz, że nie potrzebujesz nikogo, a Twój wymarzony ląd jest coraz bliżej. Już, za chwilę, postawisz na nim stopę, wbijesz w piasek swoją flagę i pokażesz wszystkim niedowiarkom, na co cię stać.
          I wtedy zrywa się wiatr, a niebo zasnuwa się ciężkimi, ołowianymi chmurami. Błyskawice jedna po drugiej przecinają niebo na horyzoncie. Coraz większe krople deszczu coraz silniej smagają Twoją twarz, kiedy z trudem zwijasz żagle. Coraz większe fale rzucają Twój statek coraz gwałtowniej na boki, a woda zaczyna zalewać pokład. Sztorm się nasila, a Ty pomału opadasz z sił. Walczysz z całą mocą, na jaką cię stać, do ostatniego tchu, aż porywa Cię potężna masa wody, a Twój żaglowiec idzie na dno.
          Są w życiu takie chwile jak ta, kiedy odkrywasz, że samotna walka nie ma sensu. Że czasami trzeba przegrać, żeby wygrać. Poddać się okolicznościom i opanować sztukę unoszenia się na falach, jeśli chcesz przetrwać. Pozwolić prądowi, by wyniósł cię na brzeg, gdzie odzyskasz siły i opracujesz nowy, sprytny plan.
Bo wiesz, co teraz powiedzą inni. „A nie mówiłem?”. Twój wewnętrzny buntownik zaciska pięść i myśli: „po moim trupie!”
Leżąc wyczerpany na plaży i wpatrując się w słońce dostrzeżesz, że porażka to nie powód do wstydu, tylko cenna lekcja, jak nie osiągnąć Twojego celu. I że samotność bywa dobra, bo buduje w Tobie ponadprzeciętną siłę charakteru, ale nikt nie jest na tyle silny, by samodzielnie przetrwać wszystko.
          Odwróć głowę, rozejrzyj się. Oni tu są. Rozbitkowie tacy jak Ty. Z płonącymi sercami i głowami pełnymi marzeń, z których nie zrezygnowali mimo wielu sztormów i utraconych statków. Którzy zrozumieli, że razem można odkryć więcej wysp, zbudować więcej szklanych zamków i łatwiej stworzyć własny świat, w którym „żyli długo i szczęśliwie” to nie bajka, tylko sposób na prawdziwe życie tu i teraz. 
          O czymkolwiek Ty piszesz swoją własną bajkę – pamiętaj, że nawet największy bohater potrzebuje na swojej drodze do celu wspierających przyjaciół, których supermoce się uzupełniają. Tak działa globalna synergia w Globergy. Tak działają Globergianie.

A jaka jest Twoja supermoc? Komu może pomóc?

Jakiej supermocy Ty potrzebujesz, by zbudować swoje wymarzone życie?
Wpadnij na naszą wyspę. Może się rozgościsz, odnajdziesz swoje plemię i już tu zostaniesz.

 

__________________________________________________________________________________________________________________

photo_2021-05-27_19-46-36

Ewelina Janel – CMO Globergy, doświadczony przedsiębiorca, manager i strateg marketingu. Konsultant w branży hotelowej, SPA i wellness, coach zdrowia. Obecnie dowodzi 5 firmami.

 „Moją supermocą jest przekuwanie melodii Twojego serca w skuteczny i zachwycający klientów biznes”.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *